Blog kulinarny - codzienne i niecodzienne wypróbowane przepisy, moje pasje... i wiele tego, co trzeba lubić. Zapraszam!
Durszlak.pl
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Guacamole – salsa z awokado

Zazwyczaj guacamole kupuje sie gotowe, albo je w restauracji. Sama należę do osób, które zrobią sos czosnkowy, jakiś inny dip, ale guacamole jakimś dziwnym trafem zazwyczaj było u nas kupne. A muszę zaznaczyć, że bardzo lubię smak tej salsy, więc już najwyższy czas, trzeba było ją w końcu zrobić!

Nadarzyła się okazja, więc wykorzystałam przepis, który od dawna na mnie czekał – z bardzo ładnie wydanej i ciekawej książki, którą mam od lat, pt. „Kuchnia wegetariańska. Najlepsze przepisy z całego świata.” wydawnictwa Parragon (Bardzo dobrze wydana i dużo inspirujących przepisów). Na pewno jeszcze nie raz zrobię, mała ilość składników, wykonanie banalne, bardzo dobra salsa :)

 

Składniki:

Jedno świeże czerwone chili

1 łyżka soku z cytryny lub limonki

2 dojrzałe awokado

ok. 5 cm ogórka

2 pomidory obrane ze skórki

1 rozgnieciony ząbek czosnku

sól, pieprz

tabasco

 

Chili pozbawiamy pestek i drobniutko kroimy. Wkładamy do miseczki. Dodajemy sok z cytryny (lub limonki) i obrane awokado, które rozcieramy dokładnie widelcem. Na końcu kroimy jak najdrobniej pomidory i ogórek, wyciskamy czosnek, i wszystko dodajemy do miski (ja nie lubię połączenia pomidora z ogórkiem, więc ogórek pominęłam – salsa wyszła również bardzo dobra).

Wszystko dokładnie mieszamy, doprawiamy solą i pieprzem. Jak nie jest tak ostre, jak lubicie, polecam dodać kilka kropel tabasco. Tylko uważajcie, by nie przesadzić! :)

Salsę tę najlepiej podawać tego samego dnia. Kolor szybko matowieje. Nadaje się do wielu dań, można podawać choćby z nachos lub chipsami. Smacznego!



niedziela, 19 sierpnia 2012
Nigella L. i muffinki z borówkami amerykańskimi

Wróciłam z wakacji! Musiałam odpocząć od pewnych spraw, także związanych z blogiem (nawet pewne rzeczy z blogiem związane mogą denerwować – a sądziłam że nie), powyjeżdżałam, odetchnęłam, popróbowałam wielu nowych potraw, zobaczyłam wiele ciekawych miejsc – przydaje się takie coś... teraz jest mi lepiej :)

Jednak wróćmy do tematu dzisiejszego wpisu. Na wstępie powiem – nie lubię za bardzo p. Nigelli Lawson. Nie przemawia do mnie ten makijaż, zaaranżowane podjadanie z lodówki w programie, używanie kostek rosołowych, bo „jest leniwa”... to nie dla mnie. Dreszcz mnie bierze jak widzę, że tnie zioła nożyczkami. Jakoś tak mam. Jednak nie przeszkadza mi wypróbować trochę jej przepisów i podzielić się z wami spostrzeżeniami. Swego czasu trafiła do mnie książka: Nigella Lawson „Jak być domową boginią. Wypieki i przysmaki kojące duszę.” – z której pochodzi prezentowany przeze mnie przepis.

Muffinki te są dobre, choć miejscami wydawały mi się za luźne – być może to moja wina, gdyż owoców nie żałowałam i było ich dużo, może za dużo. Przepis łatwy, szybki, kieruję go szczególnie do fanów masła, które jest tutaj bardzo wyczuwalne. Osobiście jednak zostaję fanką innego przepisu – o tego tu.

 

Składniki:

200 g maki pszennej

½ łyżeczki sody oczyszczonej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

75 g drobnego cukru

szczypta soli

200 ml maślanki (lub 100 ml jogurtu naturalnego i 100 ml półtłustego mleka – i właśnie z tej opcji korzystałam)

75 g masła

1 jajko

200g borówek amerykańskich

 

Na początku najlepiej przygotować sobie blachę do muffinek (robiłam w tej na 12) – wyłożyć papilotkami lub posmarować masłem i obsypać kaszką manną. Następnie topimy masło i odstawiamy, by trochę ostygło. W jednej miseczce mieszamy wszystkie sypkie składniki, w dzbanku miksujemy maślankę (lub jogurt i mleko) z jajkiem i stopionym masłem. Wlewamy płynne składniki do sypkich i mieszamy łyżką – nie za długo, nie musi być bardzo dokładnie. Dodajemy borówki amerykańskie i znowu niedokładnie mieszamy. W książce jest także wskazówka, iż możemy dodać otartą skórkę z pomarańczy, jednak nie dodawałam. Gotowe! Wystarczy teraz nałożyć ciasto do formy i piec w 200 stopniach Celsjusza około 20 minut. Smacznego!