Blog kulinarny - codzienne i niecodzienne wypróbowane przepisy, moje pasje... i wiele tego, co trzeba lubić. Zapraszam!
Durszlak.pl
niedziela, 30 sierpnia 2009
Wakacje w Szkocji cz. 2 - Trochę o jedzeniu i nie tylko.

Jeśli zasiedliście do czytania mojego wpisu z rumieńcami na twarzy prawie krzycząc „jakich fascynujących rzeczy się teraz dowiem!” to musze was trochę zawieźć. Celem naszych wakacji nie była niestety kuchnia. Mieliśmy na to za mało czasu. Oczywiście dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy, o których dziś opowiem. Jednak nie mogę stwierdzić, że uwielbiam kuchnię wysp. Są rzeczy, które chętnie jeszcze raz bym zjadła, wypiła. Nie będzie to jednak moja ulubiona strona świata, jeśli chodzi o kulinaria. Już wolę podziwiać widoki :)

Ale od początku. Dlaczego napisałam „kuchnia wysp”? Bo tak naprawdę pomieszam to, co szkockie, z tym co cechuje po prostu Wielką Brytanię.

 

Jedzenie

Głodować nie mogliśmy – moja szwagierka dobrze gotuje, no ale chcieliśmy jednak popróbować czegoś miejscowego. Angielskie Pie, czyli mięso zapieczone w cieście (np. mielone, albo kawałeczki w sosie) niestety nie zasmakowało nam. Głodnym nie można liczyć, że zamawiając np. hot-doga, dostaniemy coś satysfakcjonującego. Może to być lekko słodkawa bułka z parówką i tyle. Żadnego sosu czosnkowego, surówki itp. Możemy za to dostać sos Winegret, gdzie będziemy czuli stanowczo ocet, lub jako alternatywę, Brown sauce (brązowy sos) – trochę słodszy ocet :P Podobno miejscowi za tym przepadają i dodają do wielu potraw. Chociażby do frytek – zamiast soli. Nam chciało się uciekać. Angielska musztarda wcale nie uratowała sprawy. (Nie ma to jak nasza Sarepska!) Ewentualnie zostawał ketchup, a raz nawet widziałam saszetki z majonezem! Kanapki na drogę można zrobić, ale chleb też jest jakiś dziwny. Nadaje się do tostów z dżemem. Nie jest to jednak pieczywo tak dobre, jak w Polsce. Zawsze można posiłkować się bagietkami, czym namiętnie posiłkowała się szwagierka moja, którą w pełni rozumiemy :)

Jeśli już chcecie zjeść coś dobrego i szybkiego to polecam np. Bacon and Egg Roll. Dziwne połączenie, ale dobre :) Dostajemy bułkę, coś w stylu pity, a w środku ładnie przypieczony cieniutki bekon i na tym jajko sadzone. :) Można sobie dodać ketchup, ale samo też było dobre :) Właściwie prawie wszędzie dostaniecie też fish and chips czyli po prostu rybę z frytkami (próbowaliśmy w jednym pubie).

I to nam się podobało. Plus pubów szkockich: przyzwoite jedzenie i ZAKAZ PALENIA! (Podpisuje się wszystkimi kończynami, aby natychmiast u nas wprowadzić :) W końcu przy drinku mogłam normalnie oddychać :) Wyobraźcie sobie: świeże powietrze, klimatyzacja... Myślicie, że to psuje atmosferę? Figa! Wpływa tylko na zdrowie klientów :) A palący wychodzili na papierosa. Minusy też są. Po północy nigdzie nie kupicie alkoholu. Prohibicja ;p Puby więc często zamyka się o północy, a ostatni alkohol sprzedaje o 23.00. Sprzyja to niestety szybkiemu piciu.

Ale jeśli chcecie tylko wpaść na rybkę z frytkami i popić do obiadu piwkiem... no problem. Potem można wsiąść do samochodu i pojechać do domu. Dozwolona zawartość alkoholu we krwi podczas jazdy to 0,8 promila. Można się więc napić, ale z głową. Przekroczenie tego limitu jest surowo karane.

 

Alkohol

Będąc w Szkocji możecie zwiedzić jedną z wielu destylarni i posmakować tego, co znamy jako whisky. Osobiście nie przepadam, za to mój mąż i owszem. Ciekawość jednak jest. I muszę powiedzieć, że nie żałuję zwiedzania. My oglądaliśmy destylarnię na wspominanej przeze mnie już wcześniej wyspie Sky. Zdjęć niestety nie wolno było robić. Mamy zdjęcia z zewnątrz i z magazynu jedynie.

A w pubie zamiast znanego wszystkim irlandzkiego Guinnessa, czyli ciemnego piwa o mocnym smaku (jest ono również w Polsce dostępne), czy wyrobów szkockich browarów, dziewczyna może sobie zamówić cydr. A jak nie lubi to np. prosi o Pimm’s. Spotkałam ten drink w karcie w dwóch wersjach. Przepis więc musi być :)

 

Składniki:

70 ml Pimm’s

gazowana lemoniada/ sprite (lub coś w tym stylu)

¾ cytryny pokrojonej w plasterki

1 mandarynka pokrojona w plasterki

dużo lodu

 

Wykonanie:

Dużą szklankę napełniamy lodem, przekrojonymi jeszcze na pół plasterkami mandarynki i cytryny. Wlewamy Pimm’s i dopełniamy lemoniadą. Możemy delikatnie zamieszać. W przepisach podają też czasem plasterki ogórka, widziałam też miętę. (W Szkocji jednak piłam bez mięty i ogórka).

Oferowany też był Pimm’s z sokiem z granatu – ale jeszcze nie robiłam w domu tego połączenia. Ponieważ przywiozłam sobie butelkę tego trunku do domu – oto drink wykonany w domowych warunkach:

Życzę wszystkim smacznego :)

Na końcu jedna fajna knajpa, którą poznaliśmy... chińska. Nazywała się Jimmy Chungs i było to coś bardzo fajnego. Co prawda, aby wejść za mniejsze pieniądze, trzeba załapać się na lunch (czyli do godziny 16:30). Ale jeśli się postaramy, oczom naszym ukaże się buffet z chińskimi potrawami. Można sobie nałożyć, próbować, można dokładać. Poznać ciekawe rozwiązania smakowe potraw, przygotowanych na sposób, jak mi się wydawało, przystosowany do europejskiego podniebienia. Uwierzcie jednak – nie dalibyście rady spróbować wszystkiego. Bardzo lubię kuchnię azjatycką i polecam ich – jak widzę mają wiele filii :) Może kiedyś traficie :)

Podsumowanie jest bardzo oczywiste. Z pewnością wiele mogliśmy jeszcze zobaczyć i wiele nas ominęło widoków czy smaków. Wszystkiego też nie jestem w stanie przekazać w krótkich dwóch częściach. Była to piękna podróż i Szkocja zrobiła na nas duże wrażenie :) Polecam taką wycieczkę każdemu :)

Pozdrawiam :)

środa, 19 sierpnia 2009
Wakacje w Szkocji cz.1 – Witam po przerwie! :)

Przepraszam wszystkich za małą przerwę – ale musieliśmy trochę odpocząć z mężem i wybyliśmy z domu :) I to wcale nie gdzieś blisko. Nasze knucie w sprawie letniego wypoczynku zaczęliśmy jeszcze zimą. Bilety lotnicze już wiec od dawna były kupione. Razem z mężem nie mogliśmy się doczekać wyjazdu, aż w końcu stało się – nadszedł dzień wylotu i po południu ujrzeliśmy pofałdowane tereny Szkocji.

To nie była tylko wycieczka, gdyż odwiedzaliśmy bliskie nam osoby: moją szwagierkę i jej wybranka. Dawno się nie widzieliśmy i trzeba było trochę nadrobić zaległości. (Strasznie nam pomogli w planowaniu wyjazdu i w czasie jego trwania, za co jesteśmy im bardzo wdzięczni :)). Zwiedziliśmy tez wiele ciekawych miejsc, często zauroczeni krajobrazami, architekturą i niektórymi zwyczajami. Ale może po kolei.

Nie opiszę wszystkiego, co robiliśmy czy widzieliśmy. To oczywiste. Pokazać chcę wam jednak kilka fajnych miejsc i dziś się na tym skupię. Potem poopowiadam o jedzeniu :) Żeby nie było za mało kulinarnie :)

 

Szkocja wywarła na nas duże wrażenie. Nie jest ona oblegana przez turystów. Może dlatego, że pogoda tutaj bardzo często się zmienia. Od słońca po deszcze. Częste są skoki temperatury. Poza tym jest dość droga, jak na polskie zarobki. Warto jednak się tam wybrać. Widoki niesamowite, wspaniała kolorystyka – intensywne bardzo kolory. Bardzo mili ludzie, szanujący swoją tradycję (Co da się odczuć na każdym niemal kroku). Duża kultura na drodze, bogaty kraj.

Zaskakujące było dla nas to, jak dziwnie Szkoci mówią. To, że umiemy dogadać się po angielsku gwarantowało, że nas zrozumieją. Trudniej było w drugą stronę. Akcent zabójczy! A nawet czasem zupełnie inne słowa! Nie zdawaliśmy sobie także sprawy, jak bardzo miejscowi nie lubią Anglików.

Mieszkaliśmy w Dundee (wschodnia część Szkocji). Już na początku zwiedziliśmy okolicę: miasto, pobliskie Zoo położone w rozległym, pięknym parku, pojechaliśmy zobaczyć niedaleką plażę (pół godziny wchodziliśmy do wody, ale wykąpaliśmy się w Morzu Północnym!) i inne :)

Z czasem przyszedł czas na dalsze wycieczki. Pokażę wam kilka zdjęć z St Andrews – skąd wychodzi się gra zwana golfem. Fanatycy tej gry na pewno poczują się tu jak w raju :) Na pewno opłaca się tam wybrać także by zobaczyć wybrzeże i architekturę.

Deep Sea World to miejsce, które odwiedziliśmy w drodze do Edynburga. To duże akwarium, przez które przechodzi się podwodnym tunelem (podobno najdłuższym w Europie). Wrażenia są niesamowite. Nad nami przepływały ławice ryb, płaszczki, rekiny itd. Oprócz tego mogliśmy obejrzeć kilka małych akwariów, poznać wiele gatunków żab, porobić zdjęcia fokom. Bardzo chciałam tam pojechać, i mi, która uwielbia akwaria i ryby, bardzo się podobało. Myślę, że mężowi również :)

Tego dnia to jednak stolica Szkocji była naszym celem – Edynburg. Myślę, że potrzeba wielu dni, żeby dokładnie go zwiedzić. My ograniczyliśmy się do jednego. No ale tyle jeszcze mieliśmy w planach – że nie sposób było inaczej. Oto kilka zdjęć.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W Edynburgu trafiliśmy na Festiwal Teatrów. W drodze na zamek usłyszeliśmy kobzę i bębny. Grał zespół Clanadonia. Kilka utworów nagraliśmy :)

Czas na kolejną naszą wyprawę – tym razem bardzo dużą – ze wschodu na zachód Szkocji – 400 km w jedną stronę. A wszystko by zobaczyć góry, piękny zamek Eilean Donan oraz wyspę Skye. Zdjęcia mówią same za siebie.

Macie jeszcze siłę? Na koniec kilka zdjęć z Arbroath i pięknego klifowego wybrzeża.

cdn.