Blog kulinarny - codzienne i niecodzienne wypróbowane przepisy, moje pasje... i wiele tego, co trzeba lubić. Zapraszam!
Durszlak.pl
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Na Dzień Czosnku – krewetki!

Dziś Dzień Czosnku! Czosnek to zdrowie i sama przyjemność. Nie wyobrażam sobie nie mieć czosnku w kuchni. U mnie jest obowiązkowo cały rok. Bardzo często go używam.

Dziś specjalna potrawa z serii dań, które chcę zrobić, a których się boję. To taka czarna magia. Nikt mnie ich w domu nie uczył, przepisów od groma w Internecie, ale… który wybrać? Który trafi w nasz gust?

A więc przyszedł czas na krewetki. Nigdy ich nie robiłam, ale w końcu kiedyś trzeba było. Postawiłam na wypróbowany przepis Romki R. – znawczyni tematu. Nie ma co kombinować samemu, jak się ma takie podpowiedzi, jakie ja miałam. Dużo więc wzięłam sobie do serca ze wskazówek, jakie otrzymałam, i wyszły mi bardzo dobre. Ilość mieliśmy taką "na spróbowanie". W sam raz na kolację, którą zaliczam do udanych :)

 

Składniki:

duże krewetki, obrane z samymi ogonkami (ja miałam taką ilość dla 2 osób na przystawkę)

czosnek (wg uznania - np. 2 duże ząbki)

masło (ok. 90g)

olej

sól, pieprz

pietruszka

 

Jeśli mamy krewetki mrożone, tak jak ja miałam, rozmrażamy. Następnie płuczemy i wrzucamy na rozgrzany olej, na patelnię o dużej powietrzni. Dodajemy zmiażdżony 1 ząbek czosnku i na najmniejszym ogniu chwilę smażymy całość raz po raz mieszając.

Po chwili, gdy krewetki puszczą już wodę, odcedzamy je (wylewamy wodę z patelni). Dodajemy teraz masło i kolejny wyciśnięty 1 ząbek czosnku. Dodajemy szczyptę pieprzu, trochę większą szczyptę pietruszki i sól. Całość mieszamy jeszcze chwilę prużąc na patelni.

Po krewetkach będzie widać, że już się zaczynają za bardzo przypiekać. W tym momencie wyłączamy ogień i zostaje nam tylko zjeść całość ze smakiem. Smacznego :)

 

Ja podałam z chlebem, choć żałowałam, że nie miałam w domu bagietki – lepiej by pasowała.

Przepis bierze udział w akcji „Dzień Czosnku”.

niedziela, 18 kwietnia 2010
Przekładaniec

Pyszne ciasto, które robiłam już wiele razy. Przepis dostałam od Asi S. bardzo dawno temu. (Pewnie jesteś zaskoczona Asia, że jeszcze mam ten przepis? Ja zawsze byłam chętna na twoje przepisy, jak coś masz jeszcze to chętnie wypróbuję :))

Jak się nie ma czasu, to zdjęcie czeka w kolejce do opublikowania. Tak było tym razem. Prezentuję wam ciasto, które gościło u nas na stole w lany poniedziałek w tym roku. Ponieważ w ostatnim momencie wymyśliłam, by je upiec (wieczór, niedziela, święto, sklepy zamknięte) budyniu czerwonego nie miałam. Wzięłam waniliowy. Wyszło mi ciasto cappuccino :P Czekolada, wanilia i kawa. Do góry jabłka i duuuuużo czekolady. W przepisie jednak inny smakowo budyń podaję. Z którym piekłam wcześniej cały czas.

 

Składniki:

5 jajek

1 szklanka cukru

½ kostki masła (100g)

1,5 szklanki mąki

6 łyżeczek oleju

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 torebka budyniu malinowego (truskawkowego, wiśniowego – byle był czerwony :))

3 łyżki kawy mielonej (lub maku)

2 łyżki kakao

Owoce, polewa, cukier puder do posypania

 

Oddzielamy białka od żółtek. Masło z cukrem, olejem i żółtkami miksujemy na gładką masę. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i powoli wsypujemy do uprzednio przygotowanej masy. Następnie ubijamy białka na sztywną pianę. Dodajemy delikatnie do masy mieszając np. łyżką.

Dzielimy ciasto na 3 części (Mozą do osobnych misek przełożyć każdą część). Do pierwszej dodajemy suchy budyń i mieszamy (ciasto zrobi się czerwone). Do drugiej dodajemy kawę (preferuje bo pycha)  lub mak i mieszamy. A do trzeciej kakao i mieszamy.  Do wysmarowanej blachy tłuszczem i posypanej kaszką manną delikatnie wkładamy ciasto kakaowe. Rozsmarowujemy po całej powierzchni. Następnie wkładamy delikatnie ciasto czerwone i rozsmarowujemy. Na końcu ciasto kawowe (lub makowe). Jak już wszystko jest wygładzone wbijamy cieniutkie kawałeczki jabłka (lub inny owoc).  Możemy posypać kruszonką. Pieczemy ok. 50 min. w temp. ok. 180 stopni. Po upieczeniu najlepiej jak ostygnie w piekarniku. Potem możemy posypać je cukrem pudrem lub polać czekoladą.

 

Ważne spostrzeżenia:

Ciasta jest mało i nie jest bardzo lejące  – tortownica standardowych wymiarów jest najlepszym rozwiązaniem. I tak trzeba delikatnie rozsmarować każdą warstwę, a nie jest ciasta za dużo. Jednak na tortownicę wystarczy.

Przy większych blachach polecam co najmniej podwoić składniki.

Nie pomijajcie owoców :) ciasto jest wtedy bardziej wilgotne :)

Smacznego :)

sobota, 10 kwietnia 2010
Tragedia pod Smoleńskiem

Ważne i straszne chwile dla naszego narodu. Zdarzyła się ogromna tragedia – nie bacząc na sympatię i antypatię dla osób, które leciały samolotem, to straszny dzień dla nas wszystkich.

Pochylmy głowę i pomódlmy się za ofiary i ich rodziny, a także za przyszłość naszego kraju. Uczcijmy chwilą ciszy pamięć pasażerów i załogi.

 

sobota, 03 kwietnia 2010
Życzenia świąteczne

 

Wszystkim, którzy tutaj zaglądają i czytają moje wpisy, a także okazjonalnym gościom :) pragnę złożyć, z okazji świąt Wielkanocnych, jak najlepsze życzenia!

Aby zawsze otaczała Was miłość, radość i spokój. Abyście zawsze odczuwali satysfakcję z przygotowywania potraw. Znaleźli wiele inspiracji i wyzwań kuchennych. Wesołego Alleluja!

 

PS. Podoba wam się zającojajko? Moje odkrycie tych świąt :)

Kogucik wielkanocny – moje pierwsze chlebowe dzieło

Od wczorajszej nocy jestem wniebowzięta. Pewnie ci co nie gotują nie zrozumieją tego. Ale są pewne rzeczy, które boimy się ugotować/upiec. Swego czasu było to sushi, ale się przełamałam.  Jednak prawdziwym wyzwaniem są dla mnie chleby, bułki itd. Drożdże mnie przerażają (miałam z nimi już kilka przykrych wypadków) i mam stary piec, który przypala i nie da się zmierzyć temperatury.

A dziś bardzo się cieszę, że w  końcu udało mi się upiec coś chlebowego. Wymyśliłam sobie na święta trzy koguciki (a nawet kurczaczki) – dla rodziców, teściów i nas. Wyrosły strasznie i te większe przypominają kurczaki, jakby się uprzeć porządnie. Wymagają wyobraźni! :) Najmniejszego zostawiłam nam i tutaj prezentuję :) Chyba najbardziej ze wszystkich trzech przypomina kurczaka hehe.

Przepis, który na swojej stronie umieściła Paulina, bardzo mocno polecam. Trzymałam się go ściśle, choć na końcu dołożyłam nieco mąki pszennej, gdyż ciasto wydawało mi się za luźne. Może za bardzo od serca dałam wody. Któż to wie :) Przepis pochodzi z wyżej wymienionej strony, nic dodać nic ująć:

 

Kogucik wielkanocny:

 

330 g mąki pszennej

25 g mąki żytniej (typ 2000)

4 g drożdży instant lub 8 g świeżych

180 g wody

20 g miodu

20 g masła roślinnego

1 łyżeczka cukru

1 łyżeczka soli

1 łyżka oleju do smarowania

1 jajko + łyżeczka soli do smarowania przed pieczeniem

 

Ja użyłam drożdży suchych i wrzuciłam je do miski bezpośrednio. Świeże powinniśmy rozpuścić wcześniej w wodzie. Wszystkie składniki umieszczamy w misce i mieszamy. Wyrabiamy, aż ciasto stanie się elastyczne. Następnie trzeba zrobić z ciasta kulę, posmarować olejem i włożyć do miski na 1 h, oczywiście przykryć ściereczką.

Możemy, tak jak podaje Paulina, zrobić wałeczki z ciasta, a można wymyślić własne kształty i ulepić z nich kogucika. Powstałego stwora bezpośrednio układamy na papierze do pieczenia, na blasze. Wszystko przykrywamy ściereczką i odstawiamy jeszcze na około 20-30 minut. W tym czasie nagrzewam piekarnik do 220 stopni.

Gdy już czas minął, smarujemy kogucika (lub koguciki, zajączki czy co tam jeszcze przyjdzie wam na myśl) rozmąconym jajkiem z odrobiną soli. Blachę wkładamy do nagrzanego piekarnika na około 20 min. Paulina podaje także, iż można na tej samej półce postawić żaroodporne naczynie z wodą, by skórka była bardziej miękka. Ja piekłam bez.

 

Wszystko ładnie wyrosło. Myślę że będzie dobre (podjadłam mały kawałek, by spróbować :) ale całość czeka na święconkę :) Pozdrawiam :)