Blog kulinarny - codzienne i niecodzienne wypróbowane przepisy, moje pasje... i wiele tego, co trzeba lubić. Zapraszam!
Durszlak.pl
środa, 29 kwietnia 2009
Zupa szparagowa

Tak sobie wszyscy dodają przepisy na szparagi – nie będę gorsza ^_^. Zaczęłam dość nietypowo, bo zupą. No ale akurat miałam ochotę i w lodówce czekały szparagi, by coś z nimi zrobić. Zupka delikatna, ale bardzo smaczna. Więc dugo nie musiałam się namyślać. :)

Składniki:

szparagi (wedle uznania- 1-2 pęczki)
bulion
mąka
cukier
sól, pieprz
śmietanka lub mleko


Obieramy i myjemy szparagi. Wkładamy do garnka i zalewamy wodą. Dodajemy kostkę rosołową lub bulion (tyle ile ma być zupy). Chodzi o to by bulion był dodatkiem do wody – inaczej smak bulionu będzie za mocny, a chodzi o to żeby było czuć szparagi a nie rosół) :)
Dodajemy szczyptę soli i pieprz (najlepiej biały, choć mi się skończył, więc dałam czarny tym razem).
Szparagi gotujemy i jak są już w miarę miękkie, wyjmujemy je cedzakiem i na desce kroimy na małe kawałki (ok 1 cm). W tym czasie do wywaru wlewamy rozrobioną dokładnie wodą mąkę (w szklance mieszam mąkę z odrobiną wody). Mieszamy. Wywar powinien zgęstnieć. Wrzucamy następnie kawałeczki szparagów. Gotujemy je do miękkości. Wsypujemy trochę cukru do smaku. Można jeszcze dodać sól lub pieprz :)
I to już wszystko? Jeszcze mała rzecz. Jak już ugotujemy całość, gasimy ogień. Czekamy kilka minut i wlewamy słodką śmietankę (12%) lub mleko.

 

 

Smacznego :)

Tagi: zupa
22:14, ziji , Zupy
Link Komentarze (3) »
wtorek, 21 kwietnia 2009
Trochę inne spojrzenie na jedzenie :)

Dziś zapraszam was na krótką wycieczkę, na działkę moich rodziców. Specjalnie nie mówię „NASZĄ DZIAŁKĘ”, gdyż to rodzice się wszystkim na niej zajmują. Ja czasem dopomagam. Tzn. mogę przekopać grządki, przyciąć żywopłot, drzewa, krzewy z różami. Pozbierać plony itp., ale jak mam pielić to jestem chora... chyba że mogę wypielić wszystko co rośnie. Wtedy mogę sobie siedzieć i wyrywać :) Rodzice już jak byłam dzieckiem przekonali się, że jak mi się da do wypielenia jakieś grządki, to sumiennie wyrwę im wszystko, zwłaszcza to – co jednak miałam ominąć. Nawet przy najszczerszych chęciach.
Hmm... to już wszystkie zadania których się podejmuje? Acha! Jeszcze robię herbatę, kawę i nosze krzesła/stolik. No i mogę obdarować jakimiś potrawami lub wypiekami :)

Ponieważ mieszkam w mieście, to taka działka to błogosławieństwo. Tym bardziej jestem wdzięczna rodzicom za warzywa i owoce co roku. Nic nie jest tak dobre ze straganu. Poza tym na tej działce mamy naprawdę dużo dobrego. To naprawdę uszczęśliwia. Chciałabym wam pokazać ile pyszności wszystkich nas czeka :)

Co tu dużo mówić. Po prostu oprowadzę was króciutko.

Pierwsze zdjęcie to widok na młodziutkie drzewka, kilkuletnie: piękne wiśnie (już w tym roku dość dużo ich będzie) czereśnie, śliwki. Pachną już mi te kompoty, placki, desery. Za nimi maliny i niedaleko borówka amerykańska – koktajle owocowe. No i żurawina :)

 


A tu królestwo warzyw, ale też owoce. A więc tak z grubsza (bo wszystkiego wymieniać by było za długo): młode marchewki, pora, selery, buraki, pietruszka, kalarepy, sałata. Szczypiorek i czosnek Ogórki kiszone i w occie. Pomidorki koktajlowe. Poziomki i truskawki (młode krzaczki więc nie za dużo w tym roku). Mięta i wybór wielu przydatnych ziół. Rabarbar, szczaw. Na płocie winogrona. Obok jerzyny. Na pewno nie wszystko wymieniłam. Pachną mi te zupy warzywne. Sałatki, surówki. Barszcz. Koktajle mleczne. Już nie mogę się doczekać!

Nie zapomnijmy o porzeczkach i agreście :)

  

A oto nowy przybysz... jabłko antonówka:


Na stole też oprócz potraw warto postawić świeże kwiaty. Oto wybór tych obecnych, gdyż jak wiadomo – jak jedne przekwitną – pojawią się następne :)

 

 

 

 

  

 

niedziela, 19 kwietnia 2009
Sałata z czosnkiem

Z okazji dnia czosnku sałatka, która często gości na stole mojej rodziny – zwłaszcza podczas grillowania :) Dobra przede wszystkim do smażonego / grillowanego mięsa np. polanego sosem czosnkowym :) Poza tym prosty przepis :) Bez czosnku sałata jest równie pyszna, z czosnkiem zwłaszcza dla koneserów czosnku :P

 

Składniki:
Sałata dobrze umyta (może być zwykła, lodowa i inne) – w ilości takiej, jaka potrzebna jest do posiłku. Ja najczęściej kupuję lodową lub zwykłą.

Sos:
olej
czosnek
pieprz
sól
cukier
sok z cytryny

Sałatę dobrze myjemy i rozrywamy na strzępy :) Ząbki czosnku drobno siekamy (na połówkę małej sałaty daję około 4 ząbki czosnku: oczywiście jak dla mnie – im więcej czuć czosnek tym lepiej).
Mieszamy olej ze szczyptą mielonego pieprzu, odrobiną soli, cukru, kilkoma kroplami cytryny i czosnkiem w szklance. Dodajemy do sałaty i wszystko mieszamy. Do smaku doprawiamy cytryną, solą i cukrem (tak aby było czuć lekko składniki). Sałatę na chwilę możemy odstawić przed podaniem.
Smacznego.

 
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
Kurczak w galarecie

Danie które kojarzy mi się ze świętami. Mało kiedy dostępne jest poza nimi. A święta Wielkanocne są jak znalazł!

Składniki (na 3 półmiski):

2 podwójne filety z kurczaka
żelatyna (około 1 l)
warzywa na przybranie

 



W co trzeba się zaopatrzyć?

W gotowane piersi (filety) z kurczaka i przybranie, no i żelatynę.
Najłatwiej po prostu zrobić rosół i do mięsa standardowo dodawanego do rosołu dorzucić filety i gotować tyle co zwykły rosół. Następnie wyjąć filety, zjeść na obiad rosołek i zabrać się za kurczaka w galarecie :) Po przestygnięciu filety pokroić w cienkie plastry (oczywiście w zależności od głębokości półmisków). Ubrać plasterkami jaj ugotowanych na twardo. Na jaja ułożyć odrobinę majonezu. Można także dodać paprykę konserwową np. pokrojoną w paski, pietruszkę, marchewkę z rosołu itp., dziury najlepiej wypełniać groszkiem i natką pietruszki :).


Przygotowanie żelatyny:

Najlepiej tyle, aby wystarczyło na ilość przygotowanych półmisków. Ja na trzy (jeden większy, a drugi mniejszy od tego na zdjęciu) przygotowałam litr żelatyny. Z rosołu starałam się zdjąć tłuszcz (np. po przestygnięciu można oczka tłuszczu ściągnąć łyżką). Następnie należy odlać 1 l rosołu do garnka lub rosół i wodę. Zagotować. Gdy lekko już całość przestygnie dorzucić żelatynę (miałam na 1 l. wody paczkę żelatyny) i dokładnie wymieszać. Przestudzić około pół godziny i znów wstawić na ogień. Nie gotować. Gdy będzie całość gorąca, odstawić w chłodne miejsce. Gdy żelatyna już wystygnie i będzie się ścinać – zalać półmiski. Całość wstawić do lodówki :)
To moje kolejne danie w ramach akcji dotyczącej kuchni Wielkanocnej :)
Smacznego :)

 

 
niedziela, 12 kwietnia 2009
Mazurki

No i się doczekałam...


Nigdy u mnie w domu nie robiło się mazurków, jadłam może z dwa razy w życiu. Więc to zupełna premiera, jeśli chodzi o pieczenie mazurków. No ale udały się dzięki kilku przepisom zauważonych na blogach. W przyszłości pewnie rozwinę się na więcej mas i przybrań. No ale już tegoroczna wersja mi się podoba :)

Ciasto zrobiłam według przepisu karolki:

Ciasto na mazurki:

Składniki:

15 dag masła
30 dag maki
8 dag cukru pudru
2 żółtka ugotowane na twardo
1 żółtko surowe
2,5 łyżki gorącej wody
olejek waniliowy

Utarłam żem masło i żółtka. A potem dodałam resztę składników. Wyrobiłam ciasto i ponad dwie godziny leżało w lodówce. Rozwałkowałam placek i powycinałam różne kształty. Oblepiłam ze skrawków ramki i włożyłam do piekarnika. Trzymałam się ściśle instrukcji. Ciasto zaraz po wyjęciu było trochę trudne do formowania, rozmiękczone łatwiej się rozwałkowywało. Ale ogólnie naprawdę fajny przepis :) A więc mogę z czystym sumieniem polecić.

Mazurki zostały wysmarowane powidłami z węgierek a po tym oblane polewą czekoladową.


Polewa czekoladowa:

łyżeczka kakao
kilka łyżeczek cukru pudru (w zależności od ilości jaka chcemy otrzymać)
kilka kropel wody lub mleka (w zależności od pożądanej gęstości)

Wszystkie składniki wymieszać :)

Na zdjęciu widać także kandyzowane plasterki pomarańczy przepisu dorotus76:

Kandyzowane plasterki pomarańczy:

2 pomarańcze
1,5 szklanki wody
1 szklanka cukru

Również starałam się nie eksperymentować! A to naprawdę u mnie trudne. Wybrałam naprawdę najszersze naczynie jakie mam i się opłacało. Cieniutko pokroiłam pomarańcze. W garnku rozpuściłam wodę i cukier, i jak się całość rozpuściła, rozłożyłam na dnie równomiernie plasterki pomarańczy. Gotowałam na małym gazie całość około godziny. (Pod koniec szczególnie trzeba uważać i odwracać plasterki!). W tym czasie woda ładnie wyparowała i powstał syrop o pięknym aromacie. Skórki zrobiły się szkliste. REWELACJA! Przepis na stałe zagościł u mnie! Posłużyły mi one nie tylko do ubrania mazurków, ale też np. muffinek. Polecam :)

Oczywiście mazurki przybrałam, jak widać, nie tylko plasterkami pomarańczy. Są też kandyzowane ananasy i rozkruszone płatki migdałów.

No to się pochwaliłam. Mój wyczyn dodaję także w ramach akcji dotyczącej kuchni Wielkanocnej :) 

 
1 , 2