Blog kulinarny - codzienne i niecodzienne wypróbowane przepisy, moje pasje... i wiele tego, co trzeba lubić. Zapraszam!
Durszlak.pl
niedziela, 29 listopada 2009
Powrót z prostą fasolką po bretońsku w tle

Wróciłam! Może trochę mam nadzieję, że tak jest, bo czuję się źle, że na blogu takie braki. Trzy ostatnie tygodnie listopada były bardzo ciężkie. Właściwie brak czasu, ciągłe jakieś nagłe zajęcia. Obiady – byle by były. Szybko przyrządzane. Czasem wręcz jedliśmy cokolwiek. Ominęły mnie konkursy w jakich chciałam wziąć udział, oraz wiele ciekawych przepisów na innych blogach. Cieszę się, że jednak niektórzy zerkali na przepisy, Być może czekając na więcej :) Obiecuję poprawę :)

Wracam z przepisem szybkim. Takim, który się nadaje, gdy za ok. 30 min. mamy podać obiad i się najeść. A właśnie wróciliśmy z pracy i nie chce nam się gotować. Nie namoczyliśmy wcześniej fasoli... a mamy na nią ochotę :)

 

Fasolka po bretońsku

 

Składniki:

2 puszki białej fasolki w zalewie

1 duża cebula

1-2 kiełbasy śląskie/ zwyczajne itp.

20 dag.  boczku wędzonego (jeśli nie mamy, dajemy więcej kiełbasy)

2 łyżki majeranku

2 ząbki czosnku

słoiczek koncentratu pomidorowego

olej

sól

pieprz

słodka śmietanka (najczęściej używam 12%)

 

Kiełbaski i boczek kroimy w kosteczkę. Cebulę kroimy w piórka. Czosnek w drobną kostkę. W garnku na dnie rozgrzewamy odrobinę oleju i na małym ogniu smażymy kiełbasę i boczek. Po chwili dodajemy cebulkę i jak się rumieni – wlewamy z puszek fasolkę (razem z zalewą) i wrzucamy czosnek. Czekamy aż całość się zagotuje i gotujemy około 10 min. Dodajemy koncentrat pomidorowy.  Po kolejnych 10 min. dodajemy majeranek oraz, do smaku, sól i pieprz. Przez cały czas pamiętamy, aby mieszać raz po raz. Może się przypalać :) Jeżeli potrawa jest za luźna – możemy dodać 1 łyżkę mąki rozrobionej z wodą.

Gdy fasolka już się lekko rozpada. Gasimy i po 5 min. ostrożnie mieszając wlewamy odrobinę śmietanki. Mieszamy. Podajemy z chlebem. Smacznego :)

Na deser pokażę wam sposób naszej kotki na ogrzanie się w te zimne dni :) Potrafi tak przespać kilka godzin. :)

niedziela, 08 listopada 2009
Domowe Sushi po raz pierwszy

Witajcie!

Dziś zrobiłam duży krok kulinarny w naszej domowej diecie. Przygotowałam coś, co bałam się zrobić/ myślałam kilka miesięcy nad tym/ przymierzałam się czytając różne strony i artykuły. Co to było? Sushi!

Problem polegał na tym, że jednak na składniki trochę trzeba było wydać, a nikt nie robił przy mnie wcześniej Sushi. W restauracjach zawsze siedziałam przy stoliku, nie próbując podbiegać do kucharza i patrzeć mu na ręce. No ale, odważyłam się w końcu…

Wrażenia? Może i trzeba trochę wydać, ale nie używa się od razu wszystkiego. Zostały mi składniki na jeszcze jedną taką porcję i więcej. Wcale nie robi się sushi długo – mi zajęło to około godziny. Zwijanie maki – no problem. Ryż się klei odpowiednio. Nori ładnie przylega.

Do oryginalnego przepisu na ryż, który znalazłam na tej stronie, dodałam trochę modyfikacji wynikających z problemów, na jakie natrafiłam. Podaję przepis zmieniony. Możecie wykorzystać przepis mój, albo macierzysty. Od was to zależy :)

 

Składniki (na bardzo dużą porcję dla około 3 osób):

1 szklanka ryżu do Sushi (oryginalny przepis powodował, że już po 10 min. gotowania wody prawie nie było, a ryż się przypalał nawet na najmniejszym gazie, dlatego musiałam zmienić proporcje i dać więcej wody. Ryżu wyszło za dużo na 2 osoby).

około 2 szklanek wody

 

Zalewa: - oryginalna zalewa była, jak dla mnie zbyt wyrazista, trochę za słodka, nie zużyłam całej, a i tak ryż był za bardzo wyrazisty w smaku, proponuję zatem:

1 i 1/2 łyżki octu ryżowego

1/2 łyżki cukru

1/2 łyżki soli

Dodatki:

Paluszki krabowe, łosoś wędzony lub surowy, awokado, ogórek, sałata, majonez i inne :)

Obowiązkowo muszą na stole się znaleźć: sos sojowy, wasabi, imbir marynowany, dobra zielona herbata :) No i u nas jeszcze pojawilo się sake :)

 

Ryż do Sushi opłukałam w misce 4 razy, aż woda była przezroczysta. Wymoczyłam niecałe 10 min, wylałam wodę. i włożyłam do garnka ze szczelną pokrywką, i z 2 szklankami wody. Po zagotowaniu się ryżu przykręciłam gaz i „dusiłam go pod przykrywką około 10 min. po czym podniosłam pokrywkę i gotowałam około 5 min. czekając aż woda wyparuje. Podczas całego procesu kilka razy DELIKATNIE przemieszałam po dnie drewnianą łyżką, by nie przywierał za bardzo.

Gdy ryż był jeszcze ciepły, przełożyłam go ostrożnie do miski. Do smaku dolałam zalewę i wymieszałam delikatnie.

 

Gdy ryż był już letni, rozłożyłam na stole matę owiniętą w folię, na to włożyłam jeden płat Nori i łyżeczką (którą wcześniej opłukałam wodą) rozłożyłam równomiernie porcję ryżu. Po chwili Nori zmiękło, więc mogłam układać dodatki i zawijać Nori. Zawijanie i układanie znajdziecie wszędzie w Internecie. Mogę zaproponować dwa fajne filmy przygotowywania i zwijania maki zwykłych i kalifornijskich :)

Ale najpierw zdjęcia mojego Sushi:

Przed jedzeniem i podczas jedzenia

Wasabi każdy dostał oddzielnie. Imbir w miseczce był przygotowany, aby czyścić kubki smakowe, a do tego był sos sojowy w buteleczce. Na środku, na tacce, czekało na nas Sushi:

Tym razem bez surowej ryby. Następnym razem może się skuszę.

2 nigiri z wędzonym łososiem

6 maki: paluszki krabowe, wędzony łosoś, awokado

6 maki: paluszki krabowe, wędzony łosoś, sezam, ogórek

6 maki kalifornijskie: paluszki krabowe, sałata, awokado, majonez, sezam

Na deser nieopodal czekało sake.

Pycha! :) Najedliśmy się i jeszcze zostało na później.

Powodzenia w przygotowywaniu Sushi szczególnie dla tych, którzy dopiero się do tego przymierzają :)

Na koniec obiecane filmiki z ugotuj.to:

 

 

 

 

poniedziałek, 02 listopada 2009
Pyszny deser bananowy i urodziny bloga :)

Dawno, dawno temu… a dokładniej rok temu, narodził się pewien blog kulinarny. Myślałam nad nim już długo, ale to było tylko takie chodzenie z pomysłem w głowie. A tamtego jesiennego dnia po prostu usiadłam i napisałam pierwszy wpis. Nie planowałam od razu następnych – rodziły się razem z naszymi domowymi apetytami, pomysłami i inspiracjami. Bardzo podobał mi się udział w akcjach kulinarnych, dzięki którym poznałam nowe przepisy.

Tak stworzyłam 60 notatek (ten jest 61). Cieszę się, że niektóre przepisy zostały wypróbowane, albo stanowiły inspirację :) O to mi chodziło! Zawsze z zainteresowaniem i przyjemnością czytam wasze komentarze. Dziękuje, że zaglądacie tutaj i czytacie kolejne wpisy. Nadaje to sens mojemu blogowaniu :)

Na deser, z okazji 1 urodzin, mała słodka przyjemność. Coś dla miłośników bananów :) Przepis nawiązujący do kuchni tajskiej, pochodzący z tej strony. Pycha!

 

Banany w mleku kokosowym

 

Składniki (na 2 osoby):

2 twarde banany - pokrojone w plasterki o grubości 1-2 cm.

200 ml mleczka kokosowego

2-3 płaskie łyżki ciemnego cukru (zależy czy lubicie bardzo słodkie desery)

1 łyżka wiórków kokosowych

szczypta soli

 

W garnku zagotować mleczko kokosowe z cukrem i solą. Wszystko dokładnie wymieszać. Dodać banany i gotować na małym ogniu jeszcze 2 min.

Przełożyć całość do miseczek i posypać wiórkami kokosowymi.

Podawać na ciepło zaraz po przyrządzeniu. Smacznego :)

niedziela, 01 listopada 2009
Ford odpoczywa do wiosny – czyli zakończenie sezonu i ostatnie eliminacje Pucharu Youngtimer Party

Nasz Fordzik dwa dni temu, umyty, z napełnionym bakiem, ustawił się w garażu czekając na cieplejsze dni, bądź niespodziewany przypływ gotówki u właścicieli i lekką naprawę w zimie. Staruszek bowiem, jak na tak poważny wiek, niedługo będzie wymagał znacznego podniesienia na zdrowiu, aby dalej móc nam służyć na torze i poza nim bez przeszkód:)

Zanim jednak daliśmy mu odpocząć, pościągaliśmy się jeszcze na torze poznańskim, w dobrym stylu kończąc sezon. Trzecia eliminacja Pucharu Youngtimer Party przesunęła się niespodziewanie na koniec ubiegłego miesiąca, tj. 23-25 października b.r., co straszyło nas wizją przejazdów w śniegu, deszczu, a na pewno w uciążliwym zimnie. Nic jednak takiego się nie wydarzyło. Oprócz delikatnego pokropywania tu i ówdzie, pogoda dopisała. I, choć załóg startujących było na oko mniej, niż latem albo na wiosnę, zabawa była przednia. Organizacja dopisała. Odprawy porządne. W sobotę schodziliśmy z toru około godziny 22.00! W niedzielę –  po godzinie 17.00.

Tym razem nasza ekipa przybyła trzema autami. Strategia przejazdów przez próby, doskonalona przez poprzednie eliminacje, wyniki, rywalizacja. Nie sposób opisać emocji i uczuć, jakie nam towarzyszyły w czasie tego, zbyt krótkiego jednak, weekendu. Odprężyłam się maksymalnie! Rola pilota bardzo mi odpowiada :)

We wcześniejszych opisach imprezy starałam się przybliżyć niektóre założenia zabawy, więc teraz dorzucę tylko kilka zdjęć i jeden krótki filmik znaleziony w sieci :) A i jeszcze jedno – wnioskujemy – aby następnym razem impreza była jednak trochę wcześniej. Koniec października to za duża loteria pogodowa już :)

PUCHAR YOUNGTIMER PARTY - III eliminacja from marwoj