Blog kulinarny - codzienne i niecodzienne wypróbowane przepisy, moje pasje... i wiele tego, co trzeba lubić. Zapraszam!
Durszlak.pl
wtorek, 18 listopada 2008
Kurczak po chińsku.

Mój tajemny przepis, szybki i efektywny, dobry dla gości. Wzorowany na różnych innych, ale zmieniony. Ciężko mi dać proporcje, gdyż właściwie przyprawiam do smaku zawsze. Za to połączenie składników zawsze działa. Przepis więc kieruję do eksperymentatorów z nadzieją, że uda im się ta potrawa, choć nie próbowali mojej.

 

 

Filety z kurczaka tniemy na paseczki dość cienkie. Obsmażamy na oleju dokładnie mięso - w woku najlepiej :) Bez przypraw!

Następnie dodajemy:
- dość dużo czosnku – pokrojonego drobno lub w paseczki (na 3 filety z kurczaka ok. 3 ząbki)
- wodę (by prawie przykryła mięso)
- ciemny sos sojowy (dość dużo, aby sos nie był za wodnisty)
- imbir (ok. łyżeczki sproszkowanego – lub świeży, drobno pokrojony)
- szczypta cukru
- wino (wytrawne, białe) – dość dużo, lecz mniej niż sosu sojowego. Uważajcie by nie był sos za kwaśny, a zawsze potem można dodać jeszcze :)

Chwilę dusimy i potem dość długo odparowujemy na małym ogniu, raz po raz przyprawiając do smaku zestawem podanych przypraw. Można też dolać wody i proporcjonalnie sosu sojowego i wina, by sosu było więcej.
Sos powinien mieć delikatny posmak wina, być lekko słodki (co daje nam cukier, imbir i wino), ale też wystarczająco słony (sos sojowy). Nie powinien wymagać już soli ani pieprzu.

Na końcu można sos zaciągnąć rozrobioną mąką z wodą, by stał się bardziej zawiesisty.

Gotowanie trwa przeważnie około 45 – 60 min. Potrawa nie wymaga za wiele uwagi oprócz przyprawiania sosu. Można więc spokojnie zająć się czymś innym np. dogotować ryż i zabarwić go kurkumą.
Czasem do zestawu dodaję por pokrojony w kwadraty lub paski. Myślę też nad dodaniem pędów bambusa. Jednak uważajcie z dodawaniem dodatkowych składników (zwłaszcza selera naciowego, pietruszki, innych ziół). Przy ich dominującym smaku ciężko czasem uzyskać zamierzony efekt.
Do obiadu można podać te same wino w kieliszkach.

Powodzenia.

środa, 12 listopada 2008
Ciasteczka ciasteczkowego potwora :)
Ciastka ciasteczkowego potwora.

Przepis trafił do mnie w sposób pokrętny. Pewna Ania K. (pozdrawiam!) poczęstowała mnie tymi super ciastkami i po prostu musiałam je sama upiec. Przepis był w sieci, napisany przez kogoś o nicku bebo. Wprowadziłam pewne małe zmiany, gdyż uwielbiam kombinować z przepisami. Ciacha wyszły świetne! Muszę się wiec z wami podzielić moim odkryciem.
Ciasteczkowego potwora pewnie każdy zna :) Byłby z nich na pewno zadowolony. Choć w rzeczywistości ciasteczka nazywają się trochę inaczej :)
 
 
 
 
Chocolate Chip Cookies

Składniki:
- 1,5 kostki miękkiego masła (obecnie najczęściej 200 g. ma kostka masła)
- 1/2 szkl. cukru,
- 1 szkl. ciemnego brązowego cukru (może być kandyzowany brązowy cukier w małych kawałkach, nie zastępujcie go zwykłym cukrem),
- 2 jajka,
- trochę olejku waniliowego,
- 2 i 1/2 szkl. mąki,
- 1/2 łyżeczki sody,
- 1/2 łyżeczki soli,
- 3 tabliczki rozdrobnionej, wcześniej zmrożonej, mlecznej czekolady.

Co możemy z tym zrobić?
Wymieszać masło i cukier na jednolitą masę. Dodać jaja, wanilię i wymieszać dokładnie (ja używam miksera).
W drugiej misce połączyć suche składniki (mąkę, sodę, sól) i dodać do wcześniej przygotowanego kremu.
Odstawić mikser i sięgnąć do lodówki po czekoladę. Na deseczce pokroić w dość dużą kostkę. Wszystko wymieszać łyżką.

Wyłożyć blaszkę papierem do pieczenia, kłaść kleksy z ciasta (około 6, w zależności od wielkości). Ciasto się rozpływa, więc odległości muszą być dość spore. Wielkość ciastek w zależności od upodobań. Można dosypać do ciasta wcześniej chwilę odmoczone rodzynki. Mogą być też orzechy. Kombinowanie wskazane :)

Piec w temperaturze około 160 stopni, dopóki nie staną się lekko dopieczone brzegi ciastek. Zazwyczaj pieką się kilka minut. Ciasta starcza na kilka serii.
Po wyjęciu odstawić ciastka do pojemnika, aby trochę doszły, tak też można je przechowywać. Jeśli po pewnym czasie stwardnieją za bardzo, można dołożyć przekrojoną część jabłka i zamknąć. Powinny znów skruszeć. Choć u mnie znikają w ciągu kilku dni.

Smacznego!
piątek, 07 listopada 2008
YERBA MATE

 Zmęczony? Zasypiasz na stojąco? Padasz na klawiaturę? ;p Jak wybrnąć z tego jesiennego, zimowego snu? Może wielu zaskoczy fakt, że nie mówię tu ani o mocnej (fuj!) kawie, która wcale zdrowa nie jest, ani o mocnej herbacie, którą i tak polecam zamiast kawy – jak już.

Wielu ludzi, a krąg ten się powiększa, zna już YERBA MATE. Napój z ostrokrzewu paragwajskiego. Nie jest to herbata! To napój! Cudowna sprawa – latem zalewana zimną wodą i w różnych postaciach. Zimą na ciepło. Rodzajów i mieszanek mate jest dużo i często mozna je kupić w herbaciarniach. Znajdziecie pełno informacji w sieci. Polecam między innymi mate z trawą cytrynową (mate salida del sol) – dla tych, którzy do tego cudownego napoju chcą się dopiero przekonać).

Pijemy ją dosyć specyficznie. Najlepiej w tykwie (od biedy kubek) ze słomką (tzw. bombilla). Wtedy można bardzo dużo wsypać. Nic nie przelatuje przez siteczko, a trzeba wam wiedzieć, że mate jest bardzo czasem drobna. Używając bombilli można się delektować czystą konsystencją.
Mate zalewamy ciepłą wodą. Najlepiej ustaną, stąd często nieodłącznym przyjacielem osób pijących mate jest termos :) Najlepiej lać wodę do naczynia powoli i z boku – w ten sposób część mate na wierzchu zostanie sucha. I tak bowiem będziemy co chwilę uzupełniać wodę.

Chciałam zrobić zdjęcie sprzętu, który może być przydatny do picia tego, co tak bardzo wychwalam. Bombilli w tykwie, trochę mate w torebce i w słoiczku. Koty jednak też miały swoje plany. „Jak już robisz zdjęcie, to też musimy na nim być! Poza tym, co ty tam postawiłaś? Należy to koniecznie obwąchać...”
Na początku przybłąkała się kotka.

 



A za nią nasz kocur, który wszystkiego się boi, więc kocur to trochę za duże słowo. Odpowiedniejszym jest wiewiórka czy wiewiór.

 

Przy okazji więc przedstawiam wam dwa darmozjady.


Jak widać nie tylko ja lubię mate :)

niedziela, 02 listopada 2008
Zaczynamy blog!

 

Zaczynamy!
Witam wszystkich na tej stronie i zachęcam do zerkania czasem na nowe wpisy. Będę chciała się podzielić różnymi przepisami kulinarnymi, moimi i znalezionymi w sieci. Lubię gotować i sama uzbierałam już potężną ilość prostych i trudniejszych dań, na gotowanie codzienne i na takie od święta. Drinki to też coś, co chętnie znajdzie się wieczorem na stole. Przepisy na różne trunki również więc zagoszczą, mam nadzieję, tutaj :)

Nie tylko jedzeniem i piciem człowiek wypełnia swój czas. Chcę też napisać coś o dwójce kotów, lub po prostu ponarzekać na darmozjady.

Przewracają nasz dom do góry nogami, często czyniąc naszą codzienność bardziej interesującą. Czasem irytującą. Czasem podrapaną. Jak sami zobaczycie, swoje zdanie na temat kuchni maja także koty :)

Lecz to nie wszystko. Hobby, spostrzeżenie, ciekawe zdjęcie... myślę, że wiele innych ciekawostek też tutaj się znajdzie.


Zapraszam :)

 

Rysunki i zdjęcia na moim blogu są moją własnością i tylko ja mam prawo je udostępniać. Bez mojej zgody proszę nie kopiować.