Blog kulinarny - codzienne i niecodzienne wypróbowane przepisy, moje pasje... i wiele tego, co trzeba lubić. Zapraszam!
Durszlak.pl
wtorek, 24 stycznia 2012
Ekspresowe ciasteczka z masą makową

Powiecie że gotowce nie są dobre? Dziś przepis z kilku gotowych produktów. Czasem potrzeba czegoś szybkiego i dobrego, gdy nie mamy za dużo czasu, a chcemy coś upiec. Z pomysłem tych ciasteczek w głowie chodziłam już długo. Chciałam je przygotować na święta zamiast makowca i szkoda, że tego nie zrobiłam! Ciast wtedy było dużo, a te ciasteczka są lekkie, nie za słodkie, pyszne. Zamiast lukru można polać je roztopioną mleczną czekoladą. Smakują równie dobrze, choć nie są już tak delikatne. Polecam szczególnie tym zapracowanym :)

Składniki:
1 opakowanie ciasta francuskiego
ok. 300 g gotowej masy makowej (choć oczywiście można taką masę przygotować samemu ale nie jestem ekspertem, wiec nie podaję przepisu)
jajko

Lukier:
3 łyżki cukru pudru
cytryna

Kupuję ciasto francuskie już w arkuszu. Jeśli jednak wasze wymaga rozwałkowania, wałkujemy na prostokąt. Ciasto rozkładamy poziomo i cieniutko smarujemy pędzelkiem roztrzepanym jajkiem. Następnie na arkuszu ciasta rozkładamy równą warstwę masy makowej, zostawiając wolne miejsce do góry i na dole (pasek szerokości 1 cm). Zwijamy, rolujemy ciasno ciasto z góry na dół (wzdłuż, dłuższą krawędź). Powstaje rolada którą kroimy na plasterki szerokości około 1,5 cm i układamy na blaszce, na papierze do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego na około 180 stopni i pieczemy do zarumienienia się ciasta. Ponieważ mój piekarnik mocno grzeje od spodu w połowie pieczenia ciasteczka łopatką obracam na drugą stronę.

Ciasteczka możemy polukrować. Mieszamy cukier puder z odrobiną ciepłej wody (jak najmniej). Dodajemy kilka kropel cytryny. Polewamy ciasteczka wedle uznania :) możemy posypać je także płatkami migdałowymi, czy małymi rodzynkami. Jednak taki zwykły lukier moim zdaniem jest bardzo dobry.


poniedziałek, 09 stycznia 2012
Pasztet

O smakach dzieciństwa prawie każdy może rozprawiać godzinami. Ja pamiętam oranżadę w szklanych butelkach, gumę turbo, śmietankowe lody w dwóch wafelkach, pierogi, zapachy świątecznych potraw i mogłabym tak długo… ale zawsze, albo prawie zawsze, na Wielkanoc moja babcia robiła pasztet z zająca. Ten smak mi utkwił w głowie i tęsknię za nim czasem. Nigdy nie jadłam nic równie pysznego, jeśli chodzi o pasztet. Dzisiejszy przepis to nie ten smak, ale w miarę podobny. Tekstura potrawy też podobna. Mam go dzięki uprzejmości p. Mirki. Na pewno nie raz zagości na naszym stole, choć już kombinuję i czasem zmieniam trochę składniki  :) Smakował wszystkim, którzy mieli okazję spróbować, gdyż właśnie pierwszy raz robiłam go na niedawne święta. Nawet moja roczna córeczka na obiad gorącym (podgrzanym) pasztetem nie pogardziła :) Polecam. Trochę się trzeba narobić, ale efekt jest :)

 

Składniki:

1 kg karkówki

70 dag boczku surowego (jak najmniej tłustego)

30 dag wątróbki drobiowej

4 jaja

1 bułka (namoczona w wodzie i wyciśnięta pożądnie)

włoszczyzna (mniej więcej w ilości: 2-3 duże marchewki, 2 średnie pietruszki, seler, por)

1 średnia cebula (pokrojona w drobną kostkę)

sól, pieprz, majeranek

 

Gotuję wywar, do którego wkładam: karkówkę, boczek, włoszczyznę i dodaję trochę soli (gotuję aż mięso będzie w miarę miękkie –  na oko około dwóch godzin to zajmuje).  Osobno obgotowuję wątróbkę w wodzie (aż przestanie być surowa).

Wyjmuję mięso z wywaru i mielę. Wywar schładzam i zbieram tłuszcz z wierzchu, który też dodaję do zmielonego mięsa (choć ja ostatnio miałam tłusty boczek, więc już tłuszczu z wywaru nie dodawałam i było dobrze).

Na patelnię wkładam trochę tłuszczu (może być ten z wywaru, może być łyżka oleju…) i podsmażam cebulkę. Dodaję mięso, majeranek, sól i pieprz do smaku. Zdejmuję z ognia.

Do zimnego mięsa z cebulą i przyprawami dodaję jaja, bułkę i ewentualnie jeszcze można dodać trochę soli czy pieprzu (jeśli wydaje nam się masa za mało doprawiona). Jeśli masa wydaje wam się zbyt ścisła, można dodać trochę wywaru.

Następnie masę wkładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia (ja piekłam w dwóch małych formach na keks, ale myślę, że to już nie gra dużej roli) i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 1h -1,5h. Polecam po godzinie sprawdzić patyczkiem. Jeśli boki są już przepieczone, a patyczek suchy, koniec pieczenia :)

Na wywarze możecie zrobić sobie jakąś zupkę na obiad, gdyż już nie będzie potrzebny do pasztetu. Wkładając przed pieczeniem mięso do formy można np. dołożyć do środka suszone śliwki. Smaku pasztetu to zbytnio nie zmieni, ale taka śliwka to fajny dodatek do pasztetu :)

Smacznego!



niedziela, 01 stycznia 2012
Życzenia noworoczne