Blog kulinarny - codzienne i niecodzienne wypróbowane przepisy, moje pasje... i wiele tego, co trzeba lubić. Zapraszam!
Durszlak.pl
środa, 23 marca 2016
Kluski śląskie

Już na samym początku zaznaczę, iż pochodzę z Polski centralnej. Zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji, że podaję przepis na tradycyjną potrawę i zaraz może się wywiązać dyskusja typu: nie dodaje się jajka/ dodaje się jajko/ nie znasz się! :) Dodam więc od razu swoje „trzy grosze”: Przepis ten sprawdziłam, jak zwykle, na sobie i rodzinie. Podoba mi się. Zdaję sobie sprawę, że są różne warianty przygotowywania klusek śląskich. Ten przepis jest bardzo prosty i pozwala zaangażować dzieci do wspólnego gotowania. Kluseczki wychodzą miękkie, lekko kleiste – takie, jak powinny. Potrawa bardzo znana – wiadomo. Ale nie każdy ją robi, często kupuje się takie kluski mrożone, gotowe – w sklepie. A niepotrzebnie. Prosty przepis, proste wykonanie. Naprawdę zachęcam do działania i komentowania wpisu.

Składniki:

ziemniaki (dowolna ilość, na 3 osoby użyłam około 1 kg. ziemniaków)

mąka ziemniaczana

1 jajko

 

Wykonanie:

Ziemniaki obrałam i zagotowałam w osolonej wodzie. Następnie przecisnęłam przez praskę, robiąc puree. Całość pozostawiłam do ostygnięcia i przełożyłam do miski równomiernie rozkładając.

Gdy już ziemniaki były całkowicie zimne, podzieliłam wszystko na cztery części, wyjęłam jedną część i uzupełniłam brakujący fragment mąka ziemniaczaną. Następnie dodałam wyjętą uprzednio ¼ część ziemniaków oraz surowe jajko. Wyrobiłam dokładnie ciasto (w razie ciasta zbyt kleistego można dodać jeszcze trochę mąki ziemniaczanej) i zaprosiłam córkę do współpracy :)

Z powstałego ciasta należy ulepić małe kuleczki i lekko je spłaszczyć, robiąc wgłębienie na środku. Powstałe kluseczki wrzucamy następnie do gotującej, lekko osolonej wody i gotujemy (po wypłynięciu na powierzchnię około 5 minut!). Podajemy najlepiej natychmiast po przyrządzeniu.

Smacznego! Pozdrawiam wiosennie! :)

 

 

 



wtorek, 03 listopada 2015
Pomidorowa zupa rybna

Piękna jesień nastała. W około dużo kolorowych liści i wszystkich kolorów tęczy na drzewach, i pod nogami. Bardzo lubię tę porę roku (choć wiosnę bardziej hehe).

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że lato bezpowrotnie minęło i nadchodzi czas, gdy przyjemnym będzie usiąść wieczorem z ciepłą herbatą w fotelu i cieszyć się książką, na podwieczorek podać wszystkim gorący, czekoladowy budyń z syropem malinowym, a za oknami wtedy będzie niezbyt przyjemnie. I to będzie okej. Czasem przyjemnie jest trochę zwolnić.

Na obiad więc zaproponuję wam coś bardzo zdrowego, smacznego i rozgrzewającego. w Sam raz na zimniejsze popołudnia. Przepis nie jest mój, odrobinę tylko przeze mnie zmieniony, pochodzi z TEJ niezwykle inspirującej strony kulinarnej, którą pewnie wielu zna. Chciałam wam ten przepis polecić, gdyż podbił moje serce. Moje zmiany wynikają przede wszystkim z tego, że gotuję także dla dziecka (któremu na razie nie serwuję krewetek, choć już gustuje w kalmarach i ośmiorniczkach, więc krewetki to kwestia czasu). Chciałam wam go pokazać, gdyż uważam, że ta zupa jest fenomenalna! Mam nadzieję, że wam także to danie przypadnie do gustu :)

 

Składniki:

Około 600-700 g filetów z ryb (np. 400 g dorsza i 200-300 g łososia)pokrojonych w kostkę

1 łyżka oleju

1 cebula pokrojona w kosteczkę

2 ząbki czosnku pokrojone drobno

1 puszka pomidorów

1 łyżeczka bazylii

400 ml bulionu warzywnego

2 łyżki sosu rybnego

sok z połowy cytryny

drobny makaron

1 łyżka masła

chilli w proszku lub świeża, pokrojona w paseczki

sól, pieprz, słodka papryka

 

I co dalej? :) W dość dużym garnku trzeba rozgrzać olej, dorzucić cebulę i zeszklić. Następnie dodać czosnek i, po 4 minutach smażenia na najmniejszym ogniu, dołożyć słodką paprykę i zawartość jednej puszki pomidorów bez skórki. Zagotować, dodać bazylię, bulion, sos rybny oraz sok z połowy cytryny. Można też dodać chilli (ilość moim zdaniem zależy od indywidualnych upodobań).

Następnie kilka minut pogotować zawartość, powstrzymując się od podjadania, i dodać makaron oraz ryby. Gotować od 8 do 10 minut, czasami delikatnie mieszając. Gdy już nic nie będzie surowe, należy naszą zupkę doprawić pieprzem i solą oraz dorzucić masło. I gotowe :) Smacznego!



czwartek, 16 kwietnia 2015
Warsztaty kulinarne. Kuchnia wietnamska.

Ten, kto uważa, że już wszystko wie na temat kuchni, srogo się myli. Dokształcać się trzeba zawsze! Ostatnio wybrałam się na świetne, dobrze zorganizowane warsztaty kulinarne dotyczące kuchni wietnamskiej. Nie byłam jedyna – tego dnia spotkało się wielu pasjonatów, chętnych do wymiany doświadczeń, wspólnego gotowania i konsumowania oczywiście :)

Ta kuchnia to połączenie wielu intensywnych smaków. Dla mnie jest nieco egzotyczna, ale przyjazna w smakach i przystępna. Wiele produktów możemy, łatwiej bądź trudniej, znaleźć coraz częściej na sklepowych półkach. Trzeba się tylko dobrze rozejrzeć. Sama zamierzam w niedalekiej przyszłości zadziałać w kuchni w tym kierunku, inspirowana przepisami ze wspomnianych przeze mnie wyżej warsztatów. Tak więc będę musiała wyruszyć na poszukiwania składników, co będzie na pewno czystą przyjemnością :)

 

A teraz króciutko o tym, co gotowaliśmy:

Na pierwszy ogień poszedł wywar, który był podstawą do późniejszego sporządzenia zupy Pho z wołowiną. Ta aromatyczna zupa skradła moje serce! Jest rewelacyjna! Przygotowaliśmy także spring rollsy z krewetkami i dwa przepyszne sosy, które znakomicie podkreślały smak. Kolejną potrawą, jaką udało się nam przyrządzić, było curry z mlekiem kokosowym, kurczakiem i batatami. I jest to coś bardzo pysznego!

Nie obyło się także bez deseru – kostek z żelatyny o smaku kawowym bądź kokosowym. One jednak odrobinę zawiodły mnie smakiem. No, ale kawoszem nie jestem – może dlatego :) Deser, co trzeba przyznać, był dość oryginalny i pasujący do wszystkich potraw.

Do tego wino, miła atmosfera – wieczór naprawdę udany. Wszystko dzięki Joannie B., której bardzo dziękuję za podsunięcie pomysłu pójścia na warsztaty!

Dlaczego o tym piszę?

Po pierwsze: chcę wszystkich zachęcić do takiej formy spędzania wieczoru. Weźcie drugą połówkę (jeżeli lubi gotować) i przejdźcie się. Oczywiście, jeżeli w waszej okolicy takie warsztaty co pewien czas mają miejsce.

Po drugie: chcę zapowiedzieć, że już niedługo na pewno pojawią się przepisy inspirowane kuchnią wietnamską. Już teraz zachęcam do tej przepysznej odmiany :) Mleko kokosowe, trawa cytrynowa, krewetki, sos rybny, limonki... mmm będzie pysznie!

 

W różnych częściach świata, w sposób bardzo odmienny podchodzi się do gotowania. To bardzo niezwykłe. Ja na pewno na jednych warsztatach nie skończę :) Muszę się rozejrzeć za następnymi! :) A może kiedyś uda mi się odwiedzić kraje, których kuchnia jest tak dużą dla mnie inspiracją :)



poniedziałek, 30 marca 2015
Krem z groszku konserwowego z grzankami

W oczekiwaniu na wiosnę i święta trzeba zadbać o odrobinę zielonego w otoczeniu. Mogą to być tulipany w wazonie, rosnąca rzeżucha na parapecie. Może też być zielony obiad :) Oczywiście jeszcze chwila, zanim w ogródku i na rynku pojawią się młode warzywa, więc można zrobić zupę, która jest prosta, szybka, a składniki osiągalne cały rok. Do tego jest bardzo dobra – sama się dziwię sobie, że tak późno ją odkrywam :) Moja córka zjadła cały talerz ze smakiem – to chyba najlepsza rekomendacja!

Inspiracje zabrałam z tego bloga. Wręcz go cytuję, bo uważam, że ten przepis nie wymaga wielu modyfikacji – jest świetny! Choć grzanki zrobiłam po swojemu :)

 

Składniki:

zupa:

2 duże puszki groszku konserwowego

2 cebule

1 litr bulionu

2 łyżki masła

sól, pieprz, papryka słodka (bądź ostra)

 

grzanki:

kromki chleba

masło

 

Wykonanie:

W garnku roztapiamy masło i wrzucamy pokrojoną cebulę (jak ją pokroicie, nie ma dużego znaczenia). Gdy cebulka się zeszkli, dodajemy bulion, groszek razem z zalewą z puszki i gotujemy całość około 15 minut.

Następnie gasimy ogień, miksujemy całość i przecieramy przez sito.

Gdy uzyskamy już jedwabistą konsystencję, zagotowujemy całość jeszcze raz, doprawiamy solą, pieprzem i szczyptą papryki. Można też dorzucić trochę ostrych papryczek marynowanych – jeśli lubicie połączenie słodyczy z ostrością.

Do zupy świetnie pasują grzanki: Kromki chleba smaruję masłem z dwóch stron, obsmażam na patelni, aż nabiorą ciemnego koloru, a następnie kroję w kostkę. Proste, prawda?

 

Pyszny krem z groszku z grzankami gotowy! Kolejna szybka i smaczna propozycja. Ostrzegam jednak, że ilość uzyskanego kremu wystarczy tylko dla około dwóch głodnych fanatyków groszku. Szybko więc zniknie, jeśli tylko wam posmakuje.

Smacznego! :)

wtorek, 03 lutego 2015
Kruche ciasteczka z marchewką od Ewy Wachowicz

Czemu nie napisałam: „Ciasteczka marchewkowe”? Bo tak naprawdę ta marchewka jest nie za bardzo wyczuwalna. Chyba chodzi o przemycenie marchewki np. dzieciom, dodatkowy akcent. Polecam je jednak, bo są odpowiednio kruche i oryginalne. Przywykłam już do ciasta bez cukru – to już kolejny taki przepis p. Ewy Wachowicz. Słodycz bierze się z nadzienia i cukru pudru. Poza tym jak je upieczecie z dzieckiem tak jak ja, będzie się ono cieszyć z tej odrobiny marchewki i pewnie podjadać ją. W końcu marchewka w ciastku to takie niezwykłe :) Siekanie masła i ugniatanie ciasta to też dla maluchów frajda. Ciasteczka są proste, szybko się je piecze. Dobra opcja dla niespodziewanych gości.

Przepis odrobinę przeze mnie został zmieniony, jednak piekłam z pomocą książki: Ewa Wachowicz „Ewa gotuje. Ulubione”.

 

Składniki:

2 duże marchewki starte na tarce o drobnych oczkach

30 dag mąki pszennej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

250 g masła

gęste, słodkie powidła

cukier puder do posypania

 

Siekamy masło z przesianą mąką i proszkiem do pieczenia. Rozcieramy całość, aż nam się zrobi piękna kruszonka. Dodajemy marchewkę i wyrabiamy wszystko na gładką masę. Ja nawet wrzuciłam ciasto na chwilę do lodówki, ale pani Ewa tego nie sugeruje.

Następnie rozwałkowujemy ciasto dosyć cienko. Ja wykroiłam z niego duże koła i potraktowałam tak, jak pierogi. W środek wkładałam odrobinę powideł. Zaklejałam boki i układałam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Oczywiście też mogą to być wycięte kwadraty, które można złożyć na pół... tu już można popisać się własną inwencją :)

Ciasteczka pieczemy w 180 stopniach około 25 minut na złoty kolor. Jeszcze ciepłe posypujemy obficie cukrem pudrem. Smacznego :)



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31