Blog kulinarny - codzienne i niecodzienne wypróbowane przepisy, moje pasje... i wiele tego, co trzeba lubić. Zapraszam!
Durszlak.pl
sobota, 22 września 2018
Sierpień i wrzesień na działce

Zaczynają spadać liście z drzew. Czuję jesień za rogiem. Dojrzewają soczyste fioletowe winogrona. Natomiast do naszych białych winogron przylatują osy i stają się zabrać trochę słodyczy dla siebie. Te są już bardzo dojrzałe. Można by przypuszczać, że coraz mniej możemy czerpać z naszej miejskiej działki. Jednak jest to pogląd mylny. Gdy trochę wejdzie się w ogród, zobaczy się w całkiem dobrej kondycji buraczki, fioletową paprykę, dojrzewającą dynię, natkę pietruszki, szczypiorek, maliny i jeżyny... Szczaw nawet postanowił urosnąć od nowa i kilka zielonych i czerwonych truskawek widziałam (co mnie bardzo zaskoczyło). Mogłabym tu jeszcze trochę wymienić warzyw i ziół. Tyle dobra! Tak dużo daje nam przyroda przy odrobinie wysiłku. Dodatkowo dojrzały już nasze jesienne czerwone jabłka! Uwielbiam naszą działkę o każdej porze roku.

Pozdrawiam jesiennie wszystkich, którzy zaglądają tu i nadal korzystają z moich wpisów!

jeden

sobota, 30 grudnia 2017
Puk, puk - kto tam?

Śmiesznie się życie układa i przez cały czas jego trwania mam wrażenie, że już więcej zajęć mieć nie można – a jednak los ciągle mnie zaskakuje 😊 Dlatego mój blog już nie ma nowych wpisów. Czas umyka a ja działam, ciągle coś nowego! Jednak jestem wdzięczna osobom, które, jak ja, wracają tutaj. Mają swoje ulubione przepisy i ciągle je realizują w swoich kuchniach.

 

U mnie bardzo świąteczno-noworocznie. Co prawda teraz trochę nastąpiło rozprężenie, jeśli chodzi o jedzenie, jednak było ciekawie. No wyobraźcie sobie – dwie zupy (barszcz z uszkami i pomidorowa zupa rybna), dwa rodzaje kapusty, trzy rodzaje śledzi...? Szaleństwo! Jeśli chodzi o bogactwo dań, te święta na pewno się udały. Teraz sobie czytam w ciszy i spokoju. Piję gorącą czekoladę. Cieszę się chwilą relaksu. Wiem, że za chwilę znów się zacznie gonitwa. Nie za bardzo już wiem za czym, jednak obowiązków jest dużo. Szkoda jednak, że czasu nie da się rozciągnąć. Może ktoś zna jakieś sposoby? 😊

Wszystkim życzę zdrowego, ekscytującego i zarazem spokojnego 2018 roku! Pełnego wzruszeń, miłości i radości.

Smacznego!

zej~

 

środa, 02 listopada 2016
Pyszny krem z dyni

Witajcie!

Jesień, jak co roku, stawia przede mną wyzwania. Znów na tapecie jest dynia, której nigdy nie umiałam przyrządzać. W moim rodzinnym domu się jej nie jadło. Co roku także dania z dyni wydawały mi się nijakie. To co mnie przyciąga do tego warzywa, to ten kształt, niesamowity aromat i zapach, a także kolor. To tak, jakbym jadła jesień. Tak więc co roku wyzwanie i… Proszę państwa – w tym roku przełom! Jadłam pyszną dynię, smażoną z innymi warzywami i do tego świetny kuskus. Upiekłam także ciasto dyniowe, które na pewno jeszcze kiedyś tu pokażę, ale zniknęło tak szybko, że zdjęć na razie brak :) No i jadłam pyszną zupę! To ostatnie danie zostało przyrządzone przez niesamowicie zdolną kulinarnie Joannę B.! Przepis jest jej, ja delikatnie go zmodyfikowałam i spróbowałam odtworzyć to, co mi Asia podpowiedziała. I wyszła mi pyszna zupa! Niebo w gębie! Wszyscy się zajadają i na pewno co roku będę ją przyrządzać! Asiu: dziękuję ci za przepis!

Oto, jak przyrządziłam moją zupę:

 

Składniki:

2 średniej wielkości ziemniaki pokrojone w kostkę

1 duża marchewka pokrojona w plasterki

1 duża cebula w piórka

1 łyżka oliwy

1 ząbek czosnku pokrojony w kosteczkę

około 600 ml bulionu

około 600 g puree z pieczonej dyni (świetny przepis znajdziecie na tej równie dobrej stronie)

pieprz, sól, papryczka chili (miałam piekielnie mocną, suszoną) i garam masala

Opcje dodatkowe: mleko kokosowe, smażony kurczak, ziarna słonecznika

 

W dużym garnku podsmażamy cebulkę. Po 1 min. dodajemy ziemniaki, marchewkę i nadal podsmażamy często mieszając. Po chwili dodajemy bulion i rozgotowujemy w nim warzywa, dodając od razu także czosnek. Gdy wszystko jest miękkie, dodajemy puree z pieczonej dyni. Do smaku doprawiamy solą, pieprzem, papryczką chili i garam masalą. Podgotowujemy całość 5 minut i miksujemy na gładką masę. Konsystencja zależy tak naprawdę od was. Można dodać trochę wody, by zupa była bardziej wodnista, lub nic nie dodawać, by krem był gęsty (dlatego ilość puree i bulionu zależy także trochę od was).

Co dalej? Inwencja własna! Mi najbardziej smakuje krem z dodatkiem mleka kokosowego i ziaren słonecznika. Ale można dodać smażone kawałeczki kurczaka, prażone pestki dyni, świeże chili, kilka kropel oliwy pomarańczowej. Eh… możliwości jest dużo! Pysznej jesieni! :)



środa, 21 września 2016
Bento czyli poprawianie sobie humoru!

Witajcie!

Nie zniknęłam! Ale wiecie co? Nie starczy mi nigdy doby, by zrobić wszystko! Zajmuje mnie przede wszystkim rodzina – cudownie mi z tym! Ale też gotuję, robię zdjęcia z myślą, że w końcu wam je pokażę! Może uda mi się z wami niedługo podzielić czymś smacznym! I też szyję! Jestem samoukiem, więc powoli mi idzie. Ale już trochę za mną. Nawet noszę już własne ciuchy! Ale też powstają torby, torebki, maskotki i inne ^_^ dodatkowo czasem powstaje biżuteria, dodatkowo latem zajmowała mój czas działka, dodatkowo… mogłabym tak długo.

Chodząc do pracy, poprawiam sobie humor, przygotowując smaczne przekąski! Ponieważ praca moja nie jest związana z tym wszystkim, o czym pisałam powyżej. Ale w jej trakcie mam przerwę na coś ciepłego do picia i coś do jedzenia. Więc w te coraz zimniejsze dni dobrze poprawić sobie nastrój :)

 

Oto jedno z moich ekspresowych bento!

 

W pojemniczkach: hummus (przepis na niego znajdziecie tutaj) i chrzanowy serek śmietankowy.

Do tego seler naciowy, kilka kuleczek winogrona i jabłuszko z naszej działki.

Pyszności!

Na tego typu przygotowywanie posiłków robi się coraz większa moda. Dzięki temu coraz częściej widzę różnego rodzaju akcesoria w sklepach. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ mam na tym punkcie również hmm... budzi to moje zainteresowanie od dawna :)

Polecam moje inne wpisy z kategorii: Bento :)

Pozdrawiam Paulinę K. i jej męża – dzięki którym mam te dwa duże, piękne pudełeczka i ozdoby do jabłuszka ^_^ oraz  wszystkich innych czytelników mojego bloga! A zwłaszcza tych, którym też nie starczy nigdy czasu na wszystko! :)



środa, 23 marca 2016
Kluski śląskie

Już na samym początku zaznaczę, iż pochodzę z Polski centralnej. Zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji, że podaję przepis na tradycyjną potrawę i zaraz może się wywiązać dyskusja typu: nie dodaje się jajka/ dodaje się jajko/ nie znasz się! :) Dodam więc od razu swoje „trzy grosze”: Przepis ten sprawdziłam, jak zwykle, na sobie i rodzinie. Podoba mi się. Zdaję sobie sprawę, że są różne warianty przygotowywania klusek śląskich. Ten przepis jest bardzo prosty i pozwala zaangażować dzieci do wspólnego gotowania. Kluseczki wychodzą miękkie, lekko kleiste – takie, jak powinny. Potrawa bardzo znana – wiadomo. Ale nie każdy ją robi, często kupuje się takie kluski mrożone, gotowe – w sklepie. A niepotrzebnie. Prosty przepis, proste wykonanie. Naprawdę zachęcam do działania i komentowania wpisu.

Składniki:

ziemniaki (dowolna ilość, na 3 osoby użyłam około 1 kg. ziemniaków)

mąka ziemniaczana

1 jajko

 

Wykonanie:

Ziemniaki obrałam i zagotowałam w osolonej wodzie. Następnie przecisnęłam przez praskę, robiąc puree. Całość pozostawiłam do ostygnięcia i przełożyłam do miski równomiernie rozkładając.

Gdy już ziemniaki były całkowicie zimne, podzieliłam wszystko na cztery części, wyjęłam jedną część i uzupełniłam brakujący fragment mąka ziemniaczaną. Następnie dodałam wyjętą uprzednio ¼ część ziemniaków oraz surowe jajko. Wyrobiłam dokładnie ciasto (w razie ciasta zbyt kleistego można dodać jeszcze trochę mąki ziemniaczanej) i zaprosiłam córkę do współpracy :)

Z powstałego ciasta należy ulepić małe kuleczki i lekko je spłaszczyć, robiąc wgłębienie na środku. Powstałe kluseczki wrzucamy następnie do gotującej, lekko osolonej wody i gotujemy (po wypłynięciu na powierzchnię około 5 minut!). Podajemy najlepiej natychmiast po przyrządzeniu.

Smacznego! Pozdrawiam wiosennie! :)

 

 

 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32